Wahadło

Zasada wahadła. Ze skrajności w skrajność.

Doświadczamy życia na różne sposoby. Jednym z nic jest doświadczanie siebie, poznawanie pełni swoich możliwości poprzez zasadę wahadła. Od jednej skrajności w drugą.

Od alkoholizmu do abstynencji

Od pracoholizmu przez wypalenie do totalnego lenistwa

Od depresji do nadmiernej euforii i szukania szybkich uciech

Od bezsenności do ciągłej regeneracji organizmu

Od nerwicy po Tybetański spokój

Od przeładowania bodźcami (emocje, dźwięki, myśli, obrazy) po totalne odpuszczenie

Od ślepego zaufania w zewnętrzne autorytety do całkowitego buntu i wkręcenia sobie że to my jesteśmy lepiej wiedzący, wręcz guru dla innych.

Każdy idzie swoją ścieżką. Wszyscy w tym samym kierunku ale każdy swoją drogą.

Jeśli przeszedłeś lub przechodzisz taką właśnie ścieżkę to gratuluję. Wybrałeś najtrudniejszy ze sposobów. Pocieszę Cię… to jest też najbardziej efektywny sposób na poznanie siebie.

Docierając do własnych granic, odbijając się od jednej skrajności w drugą a nawet przekraczając swoje granice znasz swoje możliwości, starania, doświadczenia jak nikt inny.

Żyjąc gdzieś pośrodku, w strachu przed opinią innych, przed tym co kto pomyśli, gnijąc w strefie komfortu, bojąc się wychylić głowę bo niby zaboli tak naprawdę znasz tylko kawałek siebie. Stabilny (w miarę), bezpieczny (w miarę) ale jednocześnie pełen obaw i strachu.

Jeszcze lepiej jeśli świadomie pozwalasz sobie na wchodzenie w różne stany, zależnie co „wszechświat” (energie, dusza, wyższe JA, „bóg”) przyniesie. Bo czym innym jest gdy owładnie Tobą np. nerwica i to ten stan emocjonalny kieruje Twoim życiem, myśleniem, postępowaniem a czym innym jest jeśli świadomie to obserwujesz i pozwalasz sobie żeby się zadziało wiedząc że to tylko etap.

Przykład z mojego życia. W wieku nastoletnim poznałem czym jest alkohol. Oczywiście jako osoba o nadmiernej wrażliwości zagłuszałem nieopanowane, podkręcone stany emocjonalne tłumiąc je alkoholem. Do tego stopnia że mógł bym nazwać się alkoholikiem na pewnym etapie życia przed dwudziestym rokiem życia. Trwało to krótko. Skrajność „sama wyszła”. Wpływy i namowy środowiska, łatwość dostępu, luz na szybko o wiele innych czynników. Ale to nie jest wpis o alkoholiźmie. Gdy zorientowałem się że już fizycznie czuję głód po serii dni.. tygodni codziennego popijania poszedłem w drugą skrajność. Totalna abstynencja przez równiutki rok czasu. Nawet cukierka z alkoholem nie dotknąłem. I co dalej? Czy już nigdy nie ruszyłem nawet piwka?

No nie… bo to są skrajności. To są bariery od których się odbijamy. Jak właśnie wahadło. Puszczone w ruch z jednego skrajnego punktu przechodzi do drugiego, przeciwnego… i powoli się buja i buja… aż w końcu się ustabilizuje i zatrzymuje się w swoim złotym środku.

Wyciąganie wniosków i obserwacja. Poznając dwie skrajne granice tego samego tematu potrafimy wyznaczyć swój złoty środek. I bez żalu i pretensji oraz popadania w skrajności potrafię dzisiaj wypić dwa piwa na imprezie. A gdy pojawi się ochota na napicie się więcej, następnego dnia, następnego wieczora, 3-4 dni to pozwalam sobie na to obserwując co się właściwie dzieje, jaki głód i na co ma mój organizm, jakie sygnały mi wysyła. Skąd ta potrzeba i jaki przynosi efekt. I po chwili samo odpuszcza. Bez wyrzutów sumienia, bez siłowania się i strachu że zaraz wróci skrajność sprzed ponad dekady którą już poznałem, już tam byłem i już odnalazłem swój zdrowy rozsądek po rozpierdzielu emocjonalnym nieświadomości z lat wcześniejszych. Po prostu żyje. Bez wyrzutów sumienia i strachu przed czymkolwiek. Temat opanowany poprzez odważne wchodzenie we wszystko co „los” przyniesie.

Zatem wahadło to nie jest brak stabilności jak to zazwyczaj zarzucają rodzice czy dziadkowie. Wahadło to nie jest targanie się, rzucanie z kata w kąt w rozstrojonych emocjach. Wahadło to ścieżka, sposób na poznanie siebie w całości. Na doświadczenie tego kim się właściwie jest. Ja na to sobie pozwalam bo wiem że zdrowy rozsądek, wewnętrzny kompas i kręgosłup moralny zawsze wezmą górę nawet jeśli któraś ze skrajności na chwilę odbiega od wszelkich norm.

– Adrian Porada